Jestem jaka (nie) jestem
Byłam sobą, kiedy plotłam wianki z koleżanką z sąsiedniej klatki. Byłam sobą, kiedy piłam wódkę do momentu zrzutu poprzedzonego straszeniem kibla. Byłam sobą, kiedy usypiałam swojego bratanka, nucąc mu kołysankę. Byłam sobą, kiedy spuszczałam komuś wpierdol, fizyczny lub psychiczny. Byłam sobą, kiedy prowadziłam pamiętnik, w którym opłakiwałam kolejną nieodwzajemnioną miłość. Byłam sobą, kiedy żyłam wśród złodziei, za pieniądze pochodzące z włamów do mieszkań. Byłam sobą, kiedy co niedzielę maszerowałam z rodzicami do kościoła. Byłam sobą, kiedy ćpałam i miałam na wszystko wyjebane. Byłam sobą, kiedy czytałam „Okna” Hanny Krall. Byłam sobą zawsze. Nigdy nie byłam nikim innym. Tak że ostrożnie z tym nawoływaniem do bycia sobą, do „jestem jaki jestem”, do nie robienia niczego wbrew sobie, kierowania się wyłącznie intuicją i sercem. Bo jeszcze ktoś sobie to do serca weźmie. Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno. A tu zbieram na zachcianki: BLIK 534 ...