Ochłapy
„Pani mama nie będzie siedzieć przy Pani łóżku w szpitalu psychiatrycznym” – zapewniła przeszło dekadę temu pierwsza psychoterapeutka, na kozetce której pobyłam dłużej. Zastrzeliła mnie tym. Rzeczą niemożliwą, absurdalną wydawało mi się, żeby matka nie towarzyszyła własnej córce w takich okolicznościach. Byłam zniesmaczona uwagą kobiety, czemu dałam wyraz. Ona nie ustępowała. „Po jakim czasie od momentu, w którym straciła Pani miesiączkę w wyniku wielomiesięcznej głodówki, poszłyście z mamą do endokrynologa? – padło pytanie. „Po trzech…” – odparłam zmieszana. „Czy Pani mama zabrała Panią do psychologa?”. Zaprzeczyłam ruchem głowy. Psychoterapeutka dociekała, dlaczego, szukając mojego wzroku, który uciekał na wszystkie strony przed jej spojrzeniem. „Bo zaczęłam jeść…” – wymamrotałam, na co ona wtrąciła celem uściślenia: „Objadać się i prowokować wymioty. A Pani mama nic nie zauważyła. Przez dwa lata”. Choroba w systemie rodzinnym zawsze pełni jakąś funkcję. Ja, wprawiając w ruch zaburze...