Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2021

Ochłapy

Obraz
„Pani mama nie będzie siedzieć przy Pani łóżku w szpitalu psychiatrycznym” – zapewniła przeszło dekadę temu pierwsza psychoterapeutka, na kozetce której pobyłam dłużej. Zastrzeliła mnie tym. Rzeczą niemożliwą, absurdalną wydawało mi się, żeby matka nie towarzyszyła własnej córce w takich okolicznościach. Byłam zniesmaczona uwagą kobiety, czemu dałam wyraz. Ona nie ustępowała. „Po jakim czasie od momentu, w którym straciła Pani miesiączkę w wyniku wielomiesięcznej głodówki, poszłyście z mamą do endokrynologa? – padło pytanie. „Po trzech…” – odparłam zmieszana. „Czy Pani mama zabrała Panią do psychologa?”. Zaprzeczyłam ruchem głowy. Psychoterapeutka dociekała, dlaczego, szukając mojego wzroku, który uciekał na wszystkie strony przed jej spojrzeniem. „Bo zaczęłam jeść…” – wymamrotałam, na co ona wtrąciła celem uściślenia: „Objadać się i prowokować wymioty. A Pani mama nic nie zauważyła. Przez dwa lata”. Choroba w systemie rodzinnym zawsze pełni jakąś funkcję. Ja, wprawiając w ruch zaburze...

Boli

Obraz
U mnie zawsze miało to charakter kompulsywny. Za szczyla wyżerałam paznokcie do krwi. Potem odzwyczaiłam się obgryzać i przerzuciłam na skórki wokół płytki. Często kończyłam maltretować palec dopiero wtedy, gdy zaczynał z niego schodzić pazur. Nawet nie wiem, w którym momencie przyszło rozdrapywanie zmian skórnych. Im gęściej, w związku z pogarszającym się stanem skóry przy PCOS, tym więcej moje paluszki miały punktów zaczepienia. Gdy doświadczam kryzysu psychicznego, zachowanie to nasila się okrutnie, a na ciele zaczyna brakować nierozszarpanych miejsc. W 2020 podłożem mojej coraz bardziej zachłannej kompulsywności był lęk przed pogarszającą się w czasie pandemii sytuacją materialną oraz przed zarażeniem przy współistniejących chorobach przewlekłych, zwłóknieniach na płucach po przechorowanej kilkanaście lat temu gruźlicy. Do kompulsywnego worka mogę wrzucić też swoje zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia, kompulsywne objadanie się), ruchy kompensacyjne (stosowanie środków p...

Baba za kierownicą

Obraz
„Wujek, sto sześćdziesiąt!” –  wykrzyknęłam, wpadając zdyszana do domku letniskowego na Mazurach. Zdyszana, bo biegłam od furtki, jakby mnie kto gonił, tylko po to, żeby pochwalić się stadu swoim wyczynem. Wuj, maniak zawrotnych prędkości, dający regularnie w łapę drogówce, spojrzał na mnie surowo, zaciągnął się papierosem i zapytał: „A ile masz na zegarku?”. „Sto siedemdziesiąt” – odparłam zgodnie z prawdą. Wuj raz jeszcze spojrzał surowo, raz jeszcze wypuścił kłąb dymu, po czym najspokojniej w świecie rzekł: „To zamknij licznik”. Wielokrotnie opowiadałam przebieg tego zdarzenia jako zabawną anegdotę. Jako zabawną anegdotę przyjmowali ją moi odbiorcy, ponieważ wychowywałam się i obracałam wśród ludzi, którzy myśleli podobnie. Podobnie zamykali licznik, gdy tylko nadarzała się ku temu sposobność. Zamykanie liczników, przekraczanie dozwolonej prędkości dla samej zasady, cwaniakowanie, zajeżdżanie drogi, wymuszanie pierwszeństwa, bluzganie na innych uczestników ruchu drogowego, w...

A ja kocham być ze sobą

Obraz
W 2020 pandemia spadła mi z nieba. Zabrała ludzi z ulic, ze sklepów, nawet po galeryjnych alejkach mogłam sobie biegać bez obawy o atak paniki.  Dostałam w prezencie piękną wymówkę, aby nie korzystać z komunikacji miejskiej. Zamknięte kina, teatry, restauracje, raj na ziemi! Praca z lękiem polegająca na trenowaniu co jakiś czas wypraw do powyższych mogła zostać odłożona na bliżej nieokreśloną przyszłość.   No i najlepsze – przeniesienie kontaktów do onlajnu, znajomi stęsknieni za człowiekiem, nieustannie zapraszający do klikania. Doskonałe warunki dla rzucenia wieloletniej nauki bliskości . Dla uzależnienia się od wyskakującego okienka w Messengerze. Dla ubóstwianego przez zaburzoną część mojej osobowości substytutu. Na szczęście w gabinecie terapeutycznym nauczyłam się już, że poza świadomością, która rozpaczliwie chce zmiany na lepsze, wciąż istnieje i zawsze istnieć będzie moja nieświadomość. Że pokusa, aby za nią podążyć, pozostanie. Chociaż lepszym słowem jest tutaj „impu...

Dzień po

Obraz
A dzisiaj jest dzień po tłustym czwartku i wielu z nas, osób dotkniętych zaburzeniami odżywiania, obudziło się z potwornym kacem. Bo dało się uwieść obrazom lukrowego szczęścia i zjadło za dużo.  Albo przerzygało wczoraj cały dzień. Albo wyczyściło apteczkę ze środków przeczyszczających, albo przez całą noc robiło brzuszki. Albo tak mocno powstrzymywało się wczoraj przed pokusą, włożyło tyle energii w nie zjedzenie wszechobecnego pączusia , że dzisiaj jest tak zmęczone, jakby przebiegło 40-kilometrowy maraton. Którąkolwiek z wersji wcieliła wczoraj w życie bliska nam osoba dotknięta ED, pamiętajmy, aby wspierać ją teraz z całych sił. Powtarzać, że każdemu zdarzają się wpadki i nie jest to koniec świata. Odwracać jej uwagę od wczoraj, nie oceniać , nie obrażać się za trudne zachowania. Bo którąkolwiek z wersji wcieliła wczoraj w życie bliska nam osoba dotknięta ED, dzisiaj czuje się z tego powodu jak kupa. Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno.

Pączuś

Obraz
Tłusty czwartek to dla osób dotkniętych zaburzeniami odżywiania dramatyczny dzień. Każdy inny czwartek jest dla nas trudny, bo gdy akurat wkładamy ogromny wysiłek, aby odciągnąć własne myśli od jedzenia i skoncentrować się na  „tu i teraz” , coś nam o żarciu bezlitośnie przypomina.  Zapach smażonej cebuli na klatce schodowej, rzucona na fejsa blacha świeżo upieczonych muffinek, koleżanka z pracy wciągająca przy sąsiednim biurku bułę z Sabwaya. I nasza obsesja znowu bierze się do roboty. Ale w tłusty czwartek jedzenie bombarduje nas z każdej strony. To trochę tak, jakby alkoholikowi trzymającemu abstynencję od rana do wieczora podstawiać pod nos otwartą flaszkę.  Wtedy nie wkładamy już nawet najmniejszego wysiłku , aby odciągnąć własne myśli od jedzenia i skoncentrować się na czymkolwiek. Wtedy już tylko walczymy, żeby ten dzień po prostu przetrwać. Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno.