A ja kocham być ze sobą


W 2020 pandemia spadła mi z nieba. Zabrała ludzi z ulic, ze sklepów, nawet po galeryjnych alejkach mogłam sobie biegać bez obawy o atak paniki. Dostałam w prezencie piękną wymówkę, aby nie korzystać z komunikacji miejskiej. Zamknięte kina, teatry, restauracje, raj na ziemi! Praca z lękiem polegająca na trenowaniu co jakiś czas wypraw do powyższych mogła zostać odłożona na bliżej nieokreśloną przyszłość. 

No i najlepsze – przeniesienie kontaktów do onlajnu, znajomi stęsknieni za człowiekiem, nieustannie zapraszający do klikania. Doskonałe warunki dla rzucenia wieloletniej nauki bliskości. Dla uzależnienia się od wyskakującego okienka w Messengerze. Dla ubóstwianego przez zaburzoną część mojej osobowości substytutu.

Na szczęście w gabinecie terapeutycznym nauczyłam się już, że poza świadomością, która rozpaczliwie chce zmiany na lepsze, wciąż istnieje i zawsze istnieć będzie moja nieświadomość. Że pokusa, aby za nią podążyć, pozostanie. Chociaż lepszym słowem jest tutaj „impuls”, ponieważ często nawet nie zauważam momentu, w którym daję się uwieść.

Uwieść klikom przekonującym o przyjaźni, wsparciu w trudnych momentach, gdy tymczasem osoba je wyklikująca nigdy nie znalazła czasu, żeby ze mną pogadać na żywcu. Uwieść klikom zapewniającym o ciekawości mojej osoby na przemian z tymi wyrażającymi zniecierpliwienie i poirytowanie moim pytaniem, moją odpowiedzią lub moim chwilowym milczeniem. Uwieść klikom powtarzającym w kółko bajki o fascynacji mną tylko po to, abym poświęcała całą swoją uwagę, była na każde kliknięcie i wypełniała każdą wolną chwilę, nudę, z którą człowiek po drugiej stronie łącza nie potrafi sobie poradzić.

„Im większe zaczarowanie, tym większe rozczarowanie” – powtarza często Jacek Santorski, jeden z mężczyzn mojego (prze)życia. Dla mnie i sporej części osób z zaburzeniami, z nawracającą depresją, z myślami czy próbami samobójczymi, takie zaczarowanie może być po prostu śmiertelne. Tak że dzięki, onlajnie, nie skorzystam.


Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mój ból jest większy niż Twój

Zrobię sobie dobrze

Zabawy na sianie, część I