Zabawy na sianie, część II
„Wszyscy mieli Cię tutaj za dziwkę…” – wybełkotała ciotka pijaczka po kilku głębszych, kiedy dekadę później odwiedziłam jej letnią rezydencję na mazurskiej wsi. Miejscu, w którym wydarzył się największy, rzutujący na całe moje późniejsze życie seksualne i na relacje w ogóle dramat. Nie naplułam ciotce pijaczce w twarz, nie rzuciłam się do gardła. Nie wydusiłam z siebie nawet słowa, bo na sytuacje trudne, stresujące mój organizm od dawna reagował już w jeden jedyny sposób. Zastygnięciem. W tamtym czasie byłam też w terapii, gdzie ciotka pijaczka i wpływ jej uzależnienia na mnie zostały trochę przerobione. Wiedziałam zatem doskonale, że to nie ona do mnie mówi, tylko jej choroba. „Nie gadaj z nałogiem” – powtarza moja obecna terapeutka, kiedy stracę na chwilę czujność i dam się wciągnąć w toksyczną relację z osobą uzależnioną. Relację niekoniecznie seksualną, ale nie mającą najmniejszej szansy na zdrowy rozwój, na stworzenie więzi, na bliskość, dopóki po drug...