Posty

W sieci

Obraz
Osoba po lewej to nie jest Beata. To jest tylko jej zdjęcie. To, że ona publikuje uśmiechniętą paszczę, nie musi znaczyć, że jest jej do śmiechu. Może robić dobrą minę do złej gry, bo depresja to mistrzyni kamuflażu. Osoba po prawej to też nie jest Beata. To jest tylko jej zdjęcie. To, że ona publikuje paszczę bez uśmiechu, nie musi znaczyć, że tonie w rozpaczy i jest skończoną pesymistką. Może po prostu lubić foty podszyte melancholią. Właśnie dlatego wyciąganie wniosków na czyjś temat na podstawie obrazków, które publikuje w sieci, prowadzi donikąd. Dokądś doprowadza tylko zapytanie, jak komuś jest dzisiaj ze sobą i ze światem wokół. Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno. A tu zbieram na zachcianki: BLIK 534 049 522 MBANK 88 1140 2004 0000 3002 7742 3241 buycoffee.to/beata.tforzy  

Lewizna

Obraz
  „Ty głupia pizdo! Oby Cię stado ciapatych w dupę jebało!” – takim tekstem poczęstował mnie kiedyś ktoś. Nienawidzący kobiet konfederata? Nie. Prawicowy faszysta? Znowu pudło. To był lewak. Tak, nie przecierajcie oczu ze zdziwienia, to był lewak z krwi i kości. Ale po kolei. Miałam ja sobie kilka lat temu konto na znanym portalu randkowym. W okienku „wymarzony partner” stało u mnie, że „musi być lewacką szmatą, żeby nam było ze sobą do twarzy”. I przychodzi wiadomość. Od mężczyzny, który już na wstępie podkreśla swoją lewackość. Bardzo się cieszy, bo wreszcie trafił na swoją. Potem następuje dość typowa wyliczanka: pisowska ciemnota, psychole, złodzieje, niech w końcu wyginą, takie tam. A ma ona miejsce za czasów PIS-u, więc święte oburzenie nawet zrozumiałe. Włażę na profil. Całkiem wiarygodny, faktycznie przechylony na lewo, czyli swój. Ale że ja mam tę cholerną alergię na przemoc, również werbalną, nie odpisuję. I za chwilę to się na mnie zemści. Bo oto za kilka godzin ...

Bezwstyd

Obraz
  Zdjęcie po lewej zostało zrobione, kiedy miałam sześć, może siedem lat. Przez dorosłego, który chciał utwierdzić świat w przekonaniu, jaka to jestem obrażalska. Który chciał mnie wyśmiać, upokorzyć. I udało mu się. Do dzisiaj pamiętam rozpacz tej małej. Siedziała w fotelu na sąsiedzkiej schadzce (obstawiam, że po mszy niedzielnej, skoro zapakowano ją w białą, elegancko wyprasowaną bluzeczkę) z „Plastusiowym pamiętnikiem” w łapkach, chcąc poczytać na głos, pochwalić się, że już umie. Ale nie pozwolono jej. Bo robiła to często i wszyscy mieli tego dosyć. Bo ciekawsza była butelka, ploty, pierdolenie o niczym. Zdjęcie po prawej zostało zrobione, kiedy miałam trzydzieści trzy, może trzydzieści cztery lata. Przeze mnie. Ze specjalną dedykacją dla córek, które na złość rodzicom wyrosły na fajne babki. Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno. A tu zbieram na zachcianki: BLIK 534 049 522 MBANK 88 1140 2004 0000 3002 7742 3241 buycoffee.to/beata.tforzy

Żal dupę ściska

Obraz
  Czasem mam doła. Ale to nie znaczy, że mam nawrót depresji. Czasem nic mi się nie chce, ale to nie znaczy, że mam nawrót depresji. Czasem codzienność mnie przytłacza, ale to nie znaczy, że mam nawrót depresji. Czasem płaczę, ale to nie znaczy, że mam nawrót depresji. Czasem ciężko mi zwlec się rano z łóżka, ale to nie znaczy, że mam nawrót depresji. To znaczy, że żyję. Że przeżywam życie. Że czuję. Że coś mnie porusza, smuci albo złości. Że wszystko jest ze mną w porządku. Wszystko jest ze mną w porządku, kiedy mam gorszy dzień, jestem przygnębiona, energetyka szwankuje. Kiedy potrzebuję chwili samotności i ciszy, żeby pogadać ze sobą, zastanowić się, skąd ten obniżony nastrój. Żeby przypomnieć sobie sen z ubiegłej nocy, który był rekonstrukcją traumatycznych zdarzeń z przeszłości. Sen, w którym morza przemocy psychicznej, fizycznej i seksualnej, morza bólu i strachu. Wszystko jest ze mną w porządku, kiedy daję sobie czas na przetrawienie tego wszystkiego, na współczucie ...

Jestem jaka (nie) jestem

Obraz
Byłam sobą, kiedy plotłam wianki z koleżanką z sąsiedniej klatki. Byłam sobą, kiedy piłam wódkę do momentu zrzutu poprzedzonego straszeniem kibla. Byłam sobą, kiedy usypiałam swojego bratanka, nucąc mu kołysankę. Byłam sobą, kiedy spuszczałam komuś wpierdol, fizyczny lub psychiczny. Byłam sobą, kiedy prowadziłam pamiętnik, w którym opłakiwałam kolejną nieodwzajemnioną miłość. Byłam sobą, kiedy żyłam wśród złodziei, za pieniądze pochodzące z włamów do mieszkań. Byłam sobą, kiedy co niedzielę maszerowałam z rodzicami do kościoła. Byłam sobą, kiedy ćpałam i miałam na wszystko wyjebane. Byłam sobą, kiedy czytałam „Okna” Hanny Krall. Byłam sobą zawsze. Nigdy nie byłam nikim innym. Tak że ostrożnie z tym nawoływaniem do bycia sobą, do „jestem jaki jestem”, do nie robienia niczego wbrew sobie, kierowania się wyłącznie intuicją i sercem. Bo jeszcze ktoś sobie to do serca weźmie. Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno. A tu zbieram na zachcianki: BLIK 534 ...

Odkołczuj się ode mnie!

Obraz
Zawsze będę zaburzona. Nie zawsze pełnoobjawowa. Nawet półobjawowa nie będę zawsze. A czasem objawy mojego zaburzenia będą tak skąpe, że pomylisz mnie z osobą niezaburzoną. A jeszcze innym razem zachowanie osoby niezaburzonej będzie tak chujowe, że pomylisz ją ze mną pełnoobjawową. Ale to nie daje Ci prawa do stawiania komukolwiek diagnoz. Chyba że jesteś psychiatrą, odsiedzisz ze mną kilka godzin w gabinecie, przeprowadzisz szczegółowy wywiad, zapytasz o moje dolegliwości, ich nasilenie, czas trwania oraz wpływ na codzienne funkcjonowanie, relacje i pracę. Zapytasz o ogólny stan zdrowia, o choroby występujące w mojej rodzinie, o przyjmowane leki. Zwrócisz uwagę na moje zachowanie, mimikę, sposób wypowiadania się, nastrój i funkcje poznawcze. Ocenisz objawy i przypiszesz je do konkretnych jednostek chorobowych, zaburzeń zachowania czy osobowości. Ale o to Cię nie podejrzewam. Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno. A tu zbieram na zachcianki: BLIK 534 049 522 MB...

Lekcja łowienia

Obraz
  Pierwszy raz usłyszałam o niej w listopadzie 2024 na X Otwartym Seminarium Filozoficzno-Psychiatrycznym „Rytuały zdrowienia i procesy zmiany w obszarze zdrowia psychicznego”. Jakub Tercz ją zachwalał, osoby zgromadzone na sali skandowały jej imię, szaleństwo. Pomyślałam sobie: „Dobra, sprawdzę Cię, skoro wszystkim tak z Tobą dobrze”. Ale nawet przez myśl mi wtedy nie przeszło, że to właśnie dzięki niej rok później stworzę nową siebie. Mazowiecka Szkoła Zdrowienia to przede wszystkim stado. Wioska. Dom. To bezpieczne miejsce, w którym troskliwi rodzice pozwalają dzieciom być z tym, z czym akurat są. Zachęcając je równocześnie do dzielenia się sobą, do brania od innych, do próbowania nowego albo zatrzymania się w ciszy, kiedy za dużo, za mocno, za bardzo. Nie ma fajerwerków. Nie ma cudownych ozdrowień, leków na całe zło, gotowych rozwiązań podanych na tacy. Ale są wędki. Każdy dostaje od Kasi i Jakuba taką wędkę, na jaką zasłużył. Wędki muszą być z nami kompatybilne i przeznacz...