Lewizna

 

„Ty głupia pizdo! Oby Cię stado ciapatych w dupę jebało!” – takim tekstem poczęstował mnie kiedyś ktoś. Nienawidzący kobiet konfederata? Nie. Prawicowy faszysta? Znowu pudło. To był lewak. Tak, nie przecierajcie oczu ze zdziwienia, to był lewak z krwi i kości.

Ale po kolei. Miałam ja sobie kilka lat temu konto na znanym portalu randkowym. W okienku „wymarzony partner” stało u mnie, że „musi być lewacką szmatą, żeby nam było ze sobą do twarzy”. I przychodzi wiadomość. Od mężczyzny, który już na wstępie podkreśla swoją lewackość. Bardzo się cieszy, bo wreszcie trafił na swoją.

Potem następuje dość typowa wyliczanka: pisowska ciemnota, psychole, złodzieje, niech w końcu wyginą, takie tam. A ma ona miejsce za czasów PIS-u, więc święte oburzenie nawet zrozumiałe.

Włażę na profil. Całkiem wiarygodny, faktycznie przechylony na lewo, czyli swój. Ale że ja mam tę cholerną alergię na przemoc, również werbalną, nie odpisuję. I za chwilę to się na mnie zemści.

Bo oto za kilka godzin przychodzi wiadomość. Od tego samego lewaka z krwi i kości. Wiadomość zbulwersowana, bo śmiałam nie odpowiedzieć na poprzednią. Wiadomość długa, ale nie będę Was zanudzać, najlepszy kawałek zacytowałam już wyżej.

Tak że nie, to nie jest tylko tak, że tamci są agresywni. Prostaccy, bezczelni, odklejeni od rzeczywistości. My też tacy jesteśmy. Tylko łatwiej zobaczyć źdźbło w cudzym oku.


Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno.


A tu zbieram na zachcianki:

BLIK 534 049 522

MBANK 88 1140 2004 0000 3002 7742 3241

buycoffee.to/beata.tforzy




Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Mój ból jest większy niż Twój

Zrobię sobie dobrze

Zabawy na sianie, część I