Zrobię sobie dobrze

 


Doigrałam się. Pracowałam na to dwadzieścia siedem lat. Od pewnego momentu z absolutną świadomością, jakie spustoszenie sieję we własnym przewodzie pokarmowym, oraz pewnością, że jeśli kiedyś na coś się zwinę, będzie to konsekwencją moich zmasowanych ataków na każdy z jego odcinków. Dlatego gdy kilka tygodni po gastroskopii przyleciały do mnie wyniki badań histopatologicznych, twierdzące, że w moim żołądeczku zapanował stan przedrakowy, w ogóle nie byłam zaskoczona.

Nie zdziwiłoby mnie też zapalenie mięśnia sercowego, nagłe zatrzymanie krążenia czy pęknięcie przełyku. Nic, co mogły przynieść mi ze sobą objawy zaburzeń odżywiania. Właściwie od czternastej wiosny, od roku, w którym zaprosiłam je do swojego życia, a wraz z nimi depresję i apatię, wielokrotnie modliłam się o to, żeby przyszedł koniec. Żebym nie musiała już czuć bólu. Czuć obrzydzenia do samej siebie. Żebym nie musiała już czuć.

Jak mi z tym teraz? Dzisiaj nie chciałabym końca. Od roku żyje mi się bezobjawowo, robię fajne rzeczy. Jest intensywnie, ale równo. Nie przeginam, nie wchodzę na zbyt wysokie góry, nie spadam. Mam najlepszy i najzdrowszy okres w swoim życiu. Jest troska o siebie, jest regeneracja po dwóch pełnoobjawowych latach. Ale jest też pokora wobec choroby. Pogodzenie się z faktem, że będą nawroty. Że jestem teraz po kryzysie, ale też przed nim. Że zawsze jestem przed kryzysem.

Kiedy wpadnę w kolejną czarną dziurę, wejdzie autodestrukcja i znowu zacznę przeprowadzać zmasowane ataki na wszystkie odcinki przewodu pokarmowego. Nie będzie mnie w ogóle obchodziło, że jestem przedrakowa i że się zabijam. Tak mam, po prostu. Dlatego teraz korzystam z przychylnych wiatrów i robię sobie dobrze. Jak długo się da.


Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno.

A tu zbieram na zachcianki:

BLIK 534 049 522

MBANK 88 1140 2004 0000 3002 7742 3241

buycoffee.to/beata.tforzy





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mój ból jest większy niż Twój

Zabawy na sianie, część I