Ideał (nie) sięgnął bruku
„Im większe zaczarowanie, tym większe rozczarowanie” – twierdzi Jacek Santorski i ma chłopak rację. Ja sama przez większą część swojego życia byłam kimś zaczarowana. Kogoś idealizowałam, kimś się zachwycałam, a mój świat w dużej mierze koncentrował się na tej osobie. Widziałam chodzącą doskonałość, bez wad, niepopełniającą błędów. I kiedy z czasem zaczynałam zauważać, że są rysy na tym szkle, że ten ktoś nie jest bez skazy, że zdarza mu się mylić albo mówić coś, z czym nie do końca mi po drodze, doznawałam wstrząsu. Wtedy skreślałam człowieka. Raz skreśliłam tak swoją psychoterapeutkę, z którą pracowałam od wielu lat. Wcześniej zaczarowałam się nią doszczętnie, stworzyłam sobie w głowie obraz osoby nieskazitelnej, zawsze kompetentnej, niezdolnej do popełnienia błędu. A jednak zbłądziła. I chociaż szybko przeprosiła, przyznała, że to było z jej strony nieprofesjonalne, to mój świat i tak legł w gruzach. Czułam się oszukana, zdradzona. Patrzyłam na nią i zadawałam sobie pytanie...