Botoks
Musiało być perfekcyjnie. Nie wyobrażałam sobie wyjść z domu
bez tapety na ryju, zrobionych włosów, pomalowanych paznokci. Bez przerwy kombinowałam,
co jeszcze dolepić, gdzie ująć, jak stać się bardziej atrakcyjną, idealną. Byłam
tak zaprogramowana, bo moje stado bardzo potrzebowało ładnych opakowań,
niezależnie od tego, jak zaawansowany rozkład ukazywał się oczom po
odwinięciu sreberka. Do tego stopnia, iż kiedy przedstawiłam kiedyś matce ówczesnego
wybranka swojego serca, jej ogromnego zaniepokojenia nie wzbudził fakt, że złodziej,
alkoholik i wielokrotny recydywista, ale to, że „jest paśkudny”.
Ładnym opakowaniem można zakryć wszystko. Brak poczucia
własnej wartości, rozpaczliwą potrzebę akceptacji, bycia kochanym. Można zakryć
kiepską formę fizyczną i psychiczną. Głęboką depresję czy myśli samobójcze. I
ja, pod perfekcyjnym makijażem oraz uśmiechem numer pięć, właśnie to ukrywałam.
Tym skwapliwiej, im gorzej mi ze sobą na tym świecie było.
Wielokrotnie brałam ten wątek na tapet ze swoją terapeutką,
bo „o ja pusta, o ja próżna”. A Jola cierpliwie i spokojnie tłumaczyła mi, że kiedy
zakładałam śliczną maskę, to nie dlatego, by błyszczeć, ale żeby w swoim
stadzie przetrwać. Że z tego samego powodu wprawiałam w ruch zaburzenia
odżywiania i kilka innych mechanizmów. Robiłam wszystko, co pomagało mi wtedy
przeżyć. Przeżyłam dzięki temu, co wtedy robiłam.
Dzisiaj już to rozumiem. Łażę sobie taka nieumalowana i
niezrobiona, i mam w dupie opinie innych na ten temat. Bo ja dzisiaj jestem
zdrowa. Ale mam świadomość tego, jak wiele osób, które mijam na ulicy,
potrzebuje mejkapów, botoksów i powiększonych cycków, żeby przeżyć w swoich
stadach.
A tu zbieram na zachcianki:
BLIK 534 049 522
MBANK 88 1140 2004 0000 3002 7742 3241

Komentarze
Prześlij komentarz