Nie mam czasu odpoczywać
Serio, czasem tak mam. Wbrew temu, co mi się wmawia, że mam. A wmawia mi się, że odpoczywać nie umiem, że szukam wymówek, że pracoholizm i ucieczka. Fakt, kiedyś tak było, ale już nie jest. W końcu po coś te setki godzin przeleżanych na kozetce. Raz doświadczyłam kryzysu bezdomności, potem kilka razy byłam o włos od. Bo brak wykształcenia i etatu, w najlepszym wypadku śmieciówka, zapierdol siedem dni w tygodniu, od rana do nocy, a nierzadko też w nocy. Bo wynajmowana chata, nieumiejąca troszczyć się o najbliższych rodzina, skłonność do uzależnień. Bo przez większą część życia głęboka depresja. Nawet nie próbowałam wtedy marzyć o czasie na kontakty ze znajomymi, rozwój, studia, jogę we wtorki i czwartki czy odpoczynek. Marzyłam tylko o tym, żeby udało mi się złapać trochę snu między jedną zmianą a drugą. Zregenerować, wyłączyć. Dzisiaj jest trochę lepiej. Dzisiaj znajduję czas i miejsce w sobie na kawy ze znajomymi, warsztaty rozwojowe, naukę angielskiego, pasję czy zajęcia z ...