Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2020

Jestem Bogiem

Obraz
A przynajmniej wiele razy się pod niego podszywałam. Mało tego, byłam przekonana, że posiadam wyjątkową moc uzdrawiania siebie i wszystkich wokół. Że metody, które stosuję, gdy pojawia się jakikolwiek kryzys, są zdrowe, bezpieczne, najlepsze z możliwych i do zastosowania absolutnie przez każdego. Brzmi znajomo? Lubimy dawać rady. Lubimy ratować, wchodzić w skórę cudotwórcy mającego gotową receptę na szczęśliwe życie, niezależnie od tego, czy spotykamy na swojej drodze stabilnie trzymającą się na nogach jednostkę, czy osobę w głębokiej, zagrażającej życiu depresji. Stąd pełno poradników, blogów, forów, trenerów, coachów, diet, technik, filmów i bezrefleksyjnego medialnego szumu wokół co bardziej popularnego towaru. Towaru, który w najlepszym wypadku trafi na dno szuflady, sklasyfikowany jako bezużyteczny. W najgorszym doprowadzi do tragedii. Odkąd pamiętam, byłam za duża. Dojrzewałam szybciej od rówieśniczek, więc szybko cycki, szybko biodra, szybko  „kawał baby” , jak to często z...

Terapeuta też człowiek

Obraz
„I przyszła się Pani na mnie wyrzygać”  – podsumował mój dwudziestominutowy monolog mężczyzna siedzący po drugiej stronie biurka. Biurka zainstalowanego w gabinecie, który znajdował się w poradni zdrowia psychicznego jednej z enefzetowskich przychodni. Do dzisiaj nie mam pojęcia, kim był ten człowiek. Jedyne, co wtedy wiedziałam, to że wpadam w coraz czarniejszą dziurę, na zmianę głodzę się i prowokuję wymioty, spacerując z psem po izabelińskim lesie, szukam drzewa stworzonego dla liny zakończonej pętlą. Że potrzebuję pomocy, natomiast mężczyzna siedzący w gabinecie z tabliczką  „psycholog”  ma mi z nią przyjść. Czeka za swoim biurkiem na takich jak ja i ma pojęcie, jak się z nimi obchodzić. Więc zostałam. Bo jego autorytet, bo moja rozpacz, bo zmieszał z gównem, a przecież mnie od dziecka tak traktowano, więc poczułam się trochę jak w domu. Trochę jak u siebie. I tak właśnie, w roku 2009, wyglądała moja inicjacja psychoterapeutyczna. Czy tak wygląda cała enefzetowska rze...

Historia pewnej cipki

Obraz
Kochałam na zabój. Tak, w stanie, w jakim znajdowałam się w tamtych latach, byłam zdolna do największego poświęcenia. Byłabym gotowa zabić za swoją miłość. A przynajmniej za coś, co dom rodzinny zainstalował we mnie, miłością nazywając. Dzisiaj wiem, że byłam uzależniona. Współuzależniona. Że stosowano wobec mnie przemoc fizyczną, psychiczną, materialną. Człowiek, z którym żyłam pod jednym dachem , miał w życiorysie pogotowia opiekuńcze, poprawczaki, zakłady karne. Nigdy nie pracował, ale codziennie wychodził do pracy . Czasem znikał i w najlepszym razie odnajdywał się po tygodniowej libacji, w najgorszym – na dołku albo przejściówce. Ile by nie wracał, ja zawsze czekałam. Ale nie, to nie będzie opowieść o chorej miłości do mężczyzny. To będzie historia o pierwszym przebłysku zdrowej troski o siebie i o innych. Bo kiedy mój ukochany wyszedł po jednej z dłuższych odsiadek, rzuciliśmy się sobie w ramiona, szybko przeteleportowaliśmy do łóżka i zapomnieliśmy. A nigdy nie zabezpieczaliśmy....

Złodziejski pomiot

Obraz
Cwaniaka mam we krwi. Moja rodzina, bliższa i dalsza, zawsze balansowała na granicy prawa i było to dla nas tak naturalne, jak zupa mleczna na śniadanie w peerelowskim przedszkolu. Ustroje się zmieniały, ale my wszędzie znajdywaliśmy przestrzeń do nadużyć. Kochaliśmy łatwe pieniądze. Jednym szło sprawniej, jakby byli do tego stworzeni, nikomu nie działa się krzywda, a występek przeciwko systemowi to w pewnych kręgach wręcz dobry uczynek. Jednak inni nie mieli ręki do lewych interesów. Desperacja zmuszała ich nieraz do przekroczenia owej granicy, co kończyło się niewesołymi konsekwencjami dla nich samych i dla ich najbliższych. Kobiety, jeśli akurat nie były stworzone do niejasnych działań zarobkowych, siedziały w domu, niańczyły dzieci, wybaczały wszystko, kryły niegrzecznych chłopców przed wymiarem sprawiedliwości. I, co najistotniejsze, nieświadomie oraz niewerbalnie zasiewały złodziejskie ziarno we własnym potomstwie. Kiedy dobijałam do osiemnastki, a mój dom rodzinny z różnych wzgl...

Po mnie nie widać

Obraz
                                                Jestem ED. Ale nie tylko. Mam skłonność do najróżniejszych nałogów, z udziałem substancji psychoaktywnych i  „ na sucho ” . Podduszających w różnym nasileniu na różnych etapach życia. Powiedziałbyś? Niekoniecznie. Trochę mejkapu, czerwony pazurek, uśmiech numer pięć i od razu rozbrzmiewają zdarte płyty:  „ Piękna! ” ,  „ Samo szczęście, tak trzymaj! ” ,  „ Jakie ona może mieć problemy? ” . Faktycznie, po mnie nie widać i już dawno pogodziłam się z tym, że jakkolwiek źle będzie, nikt nie zapyta, czy wszystko okej. Na szczęście jeszcze wcześniej, w związku z zawrotami głowy niewiadomego pochodzenia, wjechałam na takim uśmiechu, mejkapie i niezamykającej się gębie do gabinetu internisty, który usiadł wygodnie, cierpliwie poczekał, aż skończę swój energetyczny monolog i łagodnym głosem przemówił:  „ ...