Lep na muchy
Musiał mieć obrączkę na palcu. Kilka wyroków na koncie albo sądowy zakaz zbliżania się do najbliższych. Albo przynajmniej nie potrafić utrzymać roboty dłużej niż dwa miesiące. Wpadać w doły częściej niż ja. Bo inaczej istniało poważne zagrożenie, że będzie nudno. Zwyczajnie. Bez dramatów. Że stworzę trwały, zdrowy, oparty na szacunku i mocnych fundamentach związek. A przecież nie tego mnie od szczyla uczono. Tata lubił mamy moich koleżanek. Nie miał wobec nich żadnych zobowiązań, one wobec niego również, nosiły bowiem na serdecznych dowody miłości do innych mężczyzn. Było bezpiecznie. Ojciec, kiedy chciał, wracał na łono rodziny, a matka zawsze go przyjmowała. Nienawidziła, gardziła nim i na każdym kroku dawała mu to odczuć, ale bez niego żyć nie umiała. Powodów do pogardy tata dawał oczywiście więcej, bo średnio radził sobie z zarabianiem pieniędzy. Nie radził sobie właściwie w ogóle, mało tego, często pakował nasze stado w poważne problemy finansowe. Mama z kolei miała rod...