Nie mam czasu odpoczywać
Serio, czasem tak mam. Wbrew temu, co mi się wmawia, że mam. A wmawia mi się, że odpoczywać nie umiem, że szukam wymówek, że pracoholizm i ucieczka. Fakt, kiedyś tak było, ale już nie jest. W końcu po coś te setki godzin przeleżanych na kozetce.
Raz doświadczyłam kryzysu bezdomności, potem kilka razy
byłam o włos od. Bo brak wykształcenia i etatu, w najlepszym wypadku śmieciówka,
zapierdol siedem dni w tygodniu, od rana do nocy, a nierzadko też w nocy. Bo
wynajmowana chata, nieumiejąca troszczyć się o najbliższych rodzina, skłonność
do uzależnień. Bo przez większą część życia głęboka depresja. Nawet nie
próbowałam wtedy marzyć o czasie na kontakty ze znajomymi, rozwój, studia, jogę
we wtorki i czwartki czy odpoczynek. Marzyłam tylko o tym, żeby udało mi się
złapać trochę snu między jedną zmianą a drugą. Zregenerować, wyłączyć.
Dzisiaj jest trochę lepiej. Dzisiaj znajduję czas i miejsce
w sobie na kawy ze znajomymi, warsztaty rozwojowe, naukę angielskiego, pasję
czy zajęcia z akrobatyki w poniedziałki i piątki. Wreszcie – na odpoczynek. Jak
to się stało? Dzięki pieniądzom. Dzięki temu, że zapierdol siedem dni w
tygodniu, od rana do nocy, a nierzadko też w nocy, pomógł mi ubić poduszkę
finansową, która daje poczucie bezpieczeństwa, zdejmuje z głowy strach o jutro,
pozwala pracować mniej, żyć spokojniej. Pozwala się zatrzymać. Dzisiaj mam
szczęście, ogromne szczęście, i to jest bulszit, że pieniądze go nie dają.
Nadal robię w najlepszym wypadku na śmieciówkach, na
godziny, od zlecenia do zlecenia, a grafik zmienia mi się często z dnia na
dzień. Nadal zdarzają się okresy (jak w ostatnim tygodniu), w których jeżdżę z jednej
pracy do drugiej, „nie mam czasu na sen, nie mam czasu na seks”, i biorę to na
klatę, ponieważ przyszedł czas, gdy
mało fuch i mało złotówek. Biorę, bo wiem, że potem będę mogła sobie pozwolić
na kilka dni przymusowego, bezpłatnego „urlopu”. Na krzątanie się po domu, leniwe
poranki, wieczory z Netflixem, na odpoczynek. Bo dzisiaj, dzięki setkom godzin
przeleżanych na kozetce, już w to umiem.
A tu zbieram na zachcianki:
BLIK 534 049 522
MBANK 88 1140 2004 0000 3002 7742 3241

Komentarze
Prześlij komentarz