Ochłapy
„Pani mama nie będzie siedzieć przy Pani łóżku w szpitalu psychiatrycznym” – zapewniła przeszło dekadę temu pierwsza psychoterapeutka, na kozetce której pobyłam dłużej. Zastrzeliła mnie tym. Rzeczą niemożliwą, absurdalną wydawało mi się, żeby matka nie towarzyszyła własnej córce w takich okolicznościach. Byłam zniesmaczona uwagą kobiety, czemu dałam wyraz. Ona nie ustępowała.
„Po jakim czasie od momentu, w którym straciła Pani miesiączkę w wyniku wielomiesięcznej głodówki, poszłyście z mamą do endokrynologa? – padło pytanie. „Po trzech…” – odparłam zmieszana. „Czy Pani mama zabrała Panią do psychologa?”. Zaprzeczyłam ruchem głowy. Psychoterapeutka dociekała, dlaczego, szukając mojego wzroku, który uciekał na wszystkie strony przed jej spojrzeniem. „Bo zaczęłam jeść…” – wymamrotałam, na co ona wtrąciła celem uściślenia: „Objadać się i prowokować wymioty. A Pani mama nic nie zauważyła. Przez dwa lata”.
Choroba w systemie rodzinnym zawsze pełni jakąś funkcję. Ja, wprawiając w ruch zaburzenia odżywiania czy depresję, miałam przez ułamek sekundy uwagę matki. Jak wtedy, gdy szła ze mną do poradni endokrynologicznej. Co z tego, że musiałam wyniszczyć organizm głodówką, środkami przeczyszczającymi i tysiącami brzuszków dziennie. Najważniejsza była jej twarz przez chwilę zwrócona w moją stronę. Taki sam ochłap, jaki rzucało mi w późniejszych latach wiele napotkanych osób, a który dla mnie stawał się całym światem i gotowa byłam za niego nawet umrzeć.
Dla najbliższych moja choroba stanowiła z kolei wybawienie przede mną roszczeniową, przede mną niezgadzającą się na zastaną rzeczywistość, przede mną pyskatą. Bo kiedy głowę miałam zajętą obsesją na punkcie jedzenia albo inną, odciągającą od jedzenia myśli, siedziałam cicho. I w domu był święty spokój.
Nie mam już żalu do swojej matki, że nie potrafiła mnie kochać. Nie mam już żalu do siebie, że ja nie kocham jej. Chociaż wiele lat od wspomnianego posiedzenia na kozetce musiało jeszcze upłynąć, zanim przestałam błagać o ochłapy.
Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno.

Komentarze
Prześlij komentarz