Boli
U mnie zawsze miało to
charakter kompulsywny. Za szczyla wyżerałam paznokcie do krwi. Potem
odzwyczaiłam się obgryzać i przerzuciłam na skórki wokół płytki. Często
kończyłam maltretować palec dopiero wtedy, gdy zaczynał z niego schodzić pazur.
Nawet nie wiem, w
którym momencie przyszło rozdrapywanie zmian skórnych. Im gęściej, w związku z
pogarszającym się stanem skóry przy PCOS, tym więcej moje paluszki miały punktów
zaczepienia. Gdy doświadczam kryzysu psychicznego, zachowanie to nasila się
okrutnie, a na ciele zaczyna brakować nierozszarpanych miejsc.
W 2020 podłożem mojej coraz
bardziej zachłannej kompulsywności był lęk przed pogarszającą się w czasie
pandemii sytuacją materialną oraz przed zarażeniem przy współistniejących
chorobach przewlekłych, zwłóknieniach na płucach po przechorowanej kilkanaście
lat temu gruźlicy.
Do kompulsywnego worka
mogę wrzucić też swoje zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia, kompulsywne
objadanie się), ruchy kompensacyjne (stosowanie środków przeczyszczających,
niebezpieczny dla zdrowia wysiłek fizyczny), zachowania ryzykowne (łamanie
prawa, zagrażające zdrowiu lub życiu aktywności seksualne), nadużywanie
alkoholu, narkotyków, palenie papierosów. Ale samookaleczanie, bo o nim mowa,
może przybierać najróżniejsze formy.
Trzynastoletni
autystyczny Janek, z którym pracuję, w momentach silnego zdenerwowania gryzie
się z całej siły po rękach, a jeśli ma to miejsce przy posiłku – prowokuje
wymioty. Dwuipółletni Borys nie potrafi odreagować inaczej jak mocnym
rąbnięciem czołem w ścianę lub tyłem głowy o podłogę. A dłonie mojego byłego
partnera nosiły na sobie ślady przeszłych i teraźniejszych przypaleń
papierosem.
W każdym razie jakkolwiek samouszkodzenie się dokonuje z wierzchu, ma ono na celu jedno. Żeby w środku bolało trochę mniej. Cokolwiek tam boli.
Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno.

Komentarze
Prześlij komentarz