Pączuś


Tłusty czwartek to dla osób dotkniętych zaburzeniami odżywiania dramatyczny dzień. Każdy inny czwartek jest dla nas trudny, bo gdy akurat wkładamy ogromny wysiłek, aby odciągnąć własne myśli od jedzenia i skoncentrować się na „tu i teraz”, coś nam o żarciu bezlitośnie przypomina. 

Zapach smażonej cebuli na klatce schodowej, rzucona na fejsa blacha świeżo upieczonych muffinek, koleżanka z pracy wciągająca przy sąsiednim biurku bułę z Sabwaya. I nasza obsesja znowu bierze się do roboty.

Ale w tłusty czwartek jedzenie bombarduje nas z każdej strony. To trochę tak, jakby alkoholikowi trzymającemu abstynencję od rana do wieczora podstawiać pod nos otwartą flaszkę. Wtedy nie wkładamy już nawet najmniejszego wysiłku, aby odciągnąć własne myśli od jedzenia i skoncentrować się na czymkolwiek. Wtedy już tylko walczymy, żeby ten dzień po prostu przetrwać.


Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mój ból jest większy niż Twój

Zrobię sobie dobrze

Zabawy na sianie, część I