Koncert życzeń
„Jak dobrze, że masz to już za sobą” – słyszę przynajmniej raz dziennie od osób śledzących bloga. Nie wiem, skąd bierze się taka fantazja. Przekonanie, że teraz już wszystko jest ze mną cacy, a przynajmniej na najlepszej do tego drodze. Zaczarowanie i rozczarowanie, kiedy zaprzeczę, jakoby „to” leżało już setki kilometrów za mną. Jakoby osobowość borderline była czymś, co można za sobą zostawić.
Nie da się. „To” będzie ze mną do końca życia, bo „to” jest kawałek mnie. Każdego dnia ogromnego wysiłku wymaga zaakceptowanie „tego”, życie pomimo, polubienie, żeby kolejne godziny nie stanowiły jedynie przykrej konieczności. Nie znienawidzenie siebie, gdy „to” przejmie na chwilę kontrolę i wciągnę się w toksyczny taniec, podobny do jednego z tych z przeszłości.
Opowiadam o swoich toksycznych tańcach nie po to, żeby się wyżalić. Od tego mam przecież kozetkę. Opisuję mechanizmy i objawy zaburzeń na własnym przykładzie, bo tak łatwiej je zrozumieć. Przełożyć na codzienne sytuacje, uważniej przyglądać się sobie i innym, znaleźć podobieństwa. Może nawet podać komuś rękę wystarczająco wcześnie, aby – widząc niepokojące sygnały – zapobiec wykształceniu się któregoś z zaburzeń.
A jeśli już po ptokach, jak w moim przypadku, nie wyrażać życzeń, nadziei czy oczekiwań, ale najzwyczajniej w świecie zapytać, czy dzisiaj jest mi z „tym” w sobie nie najgorzej.

Komentarze
Prześlij komentarz