A mogła mnie wyskrobać


Mogła. Ale za wszelką cenę chciała mieć rodzinę. Ułożone dzieci, wiernego męża, ciszę i spokój. Tyle że nikt nie nauczył jej, jak to się robi. Bo niby kto miał? Ojciec pijak? Czy współuzależniona, przyjmująca z pokorą kolejne wpierdole matka? Matka, która – zamiast skazywać trójkę potomstwa na oglądanie tych obrazków albo uciekanie przed roznoszącym chałupę tatusiem – też mogła wyskrobać. Ale za wszelką cenę chciała mieć rodzinę.

Nie miałabym żalu do swojej mamy, gdyby mnie nie urodziła. Mało tego, byłabym jej za to wdzięczna. Gdyby tylko któremukolwiek z moich rodziców przyszło do głowy, że nie są gotowi ani na mnie, ani na mojego brata, ani na siebie nawzajem, że być może nigdy nie będą, bo jedno i drugie ma połamane skrzydła, a do gniazda potrzeba żarcia, mchu i czujnych oczu, wtedy może nie byliby dzisiaj najnieszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Zaburzonymi, z nałogami, traumami, depresjami, tłumionym gniewem. Może któreś z nich zerwałoby się z toksycznego łańcucha własnego systemu rodzinnego. Może poszłoby na terapię, odkryło w sobie poetę, zaczęło fotografować motylki. Może nawet polubiło trochę samego siebie. Na tyle, żeby nauczyć się lubić trochę innych.

Strasznie fajnie by wtedy było. Ja nie musiałabym co tydzień biegać na kozetkę, a co dwa tygodnie do psychiatry. Nie musiałabym się ukrywać przed własną, skonfliktowaną z prawem rodziną. Nie stawiałabym każdego dnia czoła zaburzeniom odżywiania i nieustannej chrapce na puszczenie ze smyczy któregoś z uwiązanych nałogów, a głęboka depresja nie nawracałaby co jakiś czas. Nie byłabym borderem, na zmianę przenoszącym góry i pikującym ostro w dół. Nie walczyłabym każdego dnia na nowo o przetrwanie.

Pamiętam takie zdjęcie z rodzinnego albumu, którego przywołanie w pamięci sprawia, że robi mi się cholernie smutno. Jest na nim długowłosa nastolatka w kwiecistej sukience przed kolano, idąca przez wiejskie podwórko z koleżanką. Obejmują się, śmieją, szczebioczą, są czystą radością. Odkąd przyszłam na świat, nigdy już mojej mamy szczęśliwej nie widziałam.



Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mój ból jest większy niż Twój

Zrobię sobie dobrze

Zabawy na sianie, część I