A mogła mnie wyskrobać
Nie miałabym żalu do swojej mamy, gdyby mnie nie
urodziła. Mało tego, byłabym jej za to wdzięczna. Gdyby tylko któremukolwiek z
moich rodziców przyszło do głowy, że nie są gotowi ani na mnie, ani na mojego
brata, ani na siebie nawzajem, że być może nigdy nie będą, bo jedno i drugie ma
połamane skrzydła, a do gniazda potrzeba żarcia, mchu i czujnych oczu, wtedy
może nie byliby dzisiaj najnieszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Zaburzonymi, z
nałogami, traumami, depresjami, tłumionym gniewem. Może któreś z nich zerwałoby
się z toksycznego łańcucha własnego systemu rodzinnego. Może poszłoby na
terapię, odkryło w sobie poetę, zaczęło fotografować motylki. Może nawet
polubiło trochę samego siebie. Na tyle, żeby nauczyć się lubić trochę innych.
Strasznie fajnie by wtedy było. Ja nie musiałabym co
tydzień biegać na kozetkę, a co dwa tygodnie do psychiatry. Nie musiałabym się
ukrywać przed własną, skonfliktowaną z prawem rodziną. Nie stawiałabym każdego
dnia czoła zaburzeniom odżywiania i nieustannej chrapce na puszczenie ze smyczy
któregoś z uwiązanych nałogów, a głęboka depresja nie nawracałaby co jakiś czas.
Nie byłabym borderem, na zmianę przenoszącym góry i pikującym ostro w dół. Nie
walczyłabym każdego dnia na nowo o przetrwanie.
Komentarze
Prześlij komentarz