Piękni i bestie


Rozumiem ich. Tych wszystkich, którzy robią zło. Tych, co na zło przyzwalają. Co kryją tych, którzy zło robią i nie widzą we własnym zachowaniu niczego nagannego, a nawet jeśli zauważą, wyprą ów fakt do nieświadomości, żeby tylko jedyny znany im dom nie runął. Nie usprawiedliwiam ich, nie unieważniam czynów, jakich się dopuszczają, ale rozumiem. Bo sama byłam jedną z nich.

O swoich okrucieństwach względem innych ludzi oraz o wydarzeniach z przeszłości podpalających ten lont wspominałam wielokrotnie i wielokrotnie jeszcze wspomnę. O osobach znaczących w moim życiu, ich nasiąkaniu złem z pokolenia na pokolenie, również. Mówiłam też o niezwykle istotnym w całym tym procesie przekonaniu, że świat zła jest jedynym istniejącym. Nie opowiadałam jeszcze tylko o paraliżującym strachu na jakąkolwiek myśl o tym, że gdzieś mógłby jednak istnieć inny. Obcy, może nawet dobry, do którego w ogóle nie pasuję. Ale przede wszystkim taki, w którym znajdę się absolutnie sama, absolutnie z niczym.

Od zła nie można odejść tylko trochę, trzeba zrobić ostre cięcie. Odciąć wszystko, co umoczone w złu. W moim przypadku była to rodzina, znajomi, ciepły kąt i chleb. Zostałam tylko ja. Bez wykształcenia, bez doświadczenia, bez umiejętności porozumiewania się z dobrymi ludźmi, określanymi w moim domu lamusami, wśród znajomych – ciotami.

Minęło wiele lat, przystosowałam się, paru rzeczy nauczyłam, coś tam fajnego zrobiłam. Ale paraliżujący strach przed kolejnym dobrem towarzyszy mi cały czas i wielokrotnie byłam już o krok od powrotu do zła. I doskonale rozumiem każdego, kto nigdy nie odważy się chociażby złapać za skalpel.



Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mój ból jest większy niż Twój

Zrobię sobie dobrze

Zabawy na sianie, część I