ED w covidzie
Zaburzenia odżywiania nie biorą wolnego tylko dlatego, że zaczynamy chorować na coś innego. Wręcz przeciwnie, potrafią wykorzystywać każdą okoliczność, aby wzmóc swoją aktywność. Pogarszając siłą rzeczy nasz stan.
Przykład ze mnie? Już się robi. Covid, który dosiadł
mnie w 2020, postanowił wmiksować się w przewód pokarmowy. Grubym prętem, wywołującym potworny ból na całej przewodu długości, biegunkę i wymioty. Ścięło mnie z nóg jak rzadko. I kiedy leżałam sobie przez pół dnia taka ścięta i odwodniona na podłodze w łazience, zdrowa część mojej osobowości powtarzała: „Dziecinko, musisz doczołgać się do kubka z wodą, zjeść coś, wciągnąć leki, bo za chwilę nie będzie czego zbierać”.
Jednak zaburzona część mnie miała zdanie odmienne. Ona twierdziła, że ekstra, że kilka podobnych dni i spadnie parę kilo bez większego wysiłku, że „tak trzymaj, dziecinko!”. Ja posłuchałam tej pierwszej. Ale wielu z nas nie potrafi jej jeszcze słuchać. Wielu z nas zdrowej części jeszcze nawet w sobie nie ma.
Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno.
Komentarze
Prześlij komentarz