Po mnie nie widać
Trochę mejkapu, czerwony pazurek, uśmiech numer pięć i od razu rozbrzmiewają zdarte płyty: „Piękna!”, „Samo szczęście, tak trzymaj!”, „Jakie ona może mieć problemy?”. Faktycznie, po mnie nie widać i już dawno pogodziłam się z tym, że jakkolwiek źle będzie, nikt nie zapyta, czy wszystko okej. Na szczęście jeszcze wcześniej, w związku z zawrotami głowy niewiadomego pochodzenia, wjechałam na takim uśmiechu, mejkapie i niezamykającej się gębie do gabinetu internisty, który usiadł wygodnie, cierpliwie poczekał, aż skończę swój energetyczny monolog i łagodnym głosem przemówił: „Już dobrze, może już Pani przestać udawać”, wypisując skierowanie do poradni zdrowia psychicznego. Ale mogło być inaczej…
Mogłam mieć mniej samodyscypliny, z perfekcjonizmem nie być na ty, wynieść z domu rodzinnego wyuczoną bezradność. I wtedy nie pisałabym tego bloga, nie wklejałabym uśmiechniętych fotek na fejsbuka, nie dawałabym rady zmusić się co rano do wynurzenia spod pierzyny (każdy, kto poznał panią depresję, wie, jak ciężka jest ta kołdra), do umycia zębów, do pójścia do pracy. Co ja mówię, nie miałabym pracy. Nie miałabym pierzyny, spod której musiałabym się wynurzać. Nie miałabym szczoteczki do zębów, ale i tak już pewnie nie byłaby potrzebna. Stałabym teraz brudna i śmierdząca, błagająca Ciebie pod Biedronką o dwa zeta. Tyle brakowałoby mi do lekarstwa na lęk, z którym ktoś kiedyś po prostu nie nauczył mnie radzić sobie inaczej.
A Ty zwyzywałbyś mnie od menelic, kazał
spierdalać, może nawet opluł. Kupiłbyś sześciopak, poszedł do domu, obejrzał
cienkie porno. I wkleił uśmiechniętą fotę na fejsbuka, żeby przypadkiem ktoś
nie zapytał, czy u Ciebie wszystko okej.
Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno.
Mój poprzedni psychiatra, kiedy prosiłem go o namiary na psycholożkę, powiedział, że nie potrzebuję terapii psychologicznej, bo wydaję się świadomy swoich problemów. A okazuje się, że potrzebowałem i potrzebuję jak diabli. Na szczęście już zerwałem z tamtym współpracę.
OdpowiedzUsuńWszystko, co piszesz w tym poście, jest mi bliskie. Zwłaszcza ostatni akapit, mógłbym sam go napisać.
Dziękuję i ściskam.
Spora część (wciąż mam nadzieję, że nie większość) specjalistów komercyjnych robi sobie na nas dobry interes. Psychoterapeutów również, zwłaszcza że ten zawód nie ma regulacji prawnych, wystarczy działalność gospodarcza i kawałek gabinetu. Idealna przestrzeń do nadużyć. Osoba uzależniająca się bowiem w trakcie terapii od leku psychotropowego (np. alprazolamu) przez długie miesiące (a często lata) zapewnia źródło dochodu kilku psychiatrom z okolicy.
UsuńDlatego sprawdzaj łobuzów z każdej strony. Wykształcenie (szkoły kształcące psychoterapeutów często zostawiają wiele do życzenia), doświadczenie, rekomendacje, opinie klientów. Oczywiście możesz też takiemu specjaliście powiedzieć, że masz koleżankę z borderline i jeśli on zrobi Tobie krzywdę, to ona wygryzie mu wątrobę.
Teraz trafiłem dobrze, zarówno z psychiatrą, jak i podległą mu psycholożką. Dobrze nie jest, bo nie będzie nigdy, ale jestem zupełnie zadowolony z obojga. I wiem dobrze, że nie hajs nimi kieruje, bo to udowodnił psychiatra, a psycholożka przykłada się do pracy lepiej niż ja do egzaminów. Ale faktem jest, że trzeba na tym rynku uważać.
Usuń"(...)Powiedziałbyś? Niekoniecznie.
OdpowiedzUsuńTrochę mejkapu, czerwony pazurek, uśmiech numer pięć i od razu rozbrzmiewają zdarte płyty: Piękna!, Samo szczęście, tak trzymaj!, Jakie ona może mieć problemy?. Faktycznie, po mnie nie widać i już dawno pogodziłam się z tym, że jakkolwiek źle będzie, nikt nie zapyta, czy wszystko okej.(...)
Przecież to o mnie. Bezproblemowej, która zawsze sobie radzi. Do czasu "Biedronki" czy bramy, bez znaczenia. Na szczęście już na innym etapie. Nie do końca jednak zaakceptowała, "że jakkolwiek źle będzie, nikt nie zapyta, czy wszystko okej". Jakby jednak się komuś wymknęło, mam odpowiedź sprzed lat: "Nie wszystko i nie okej".
To o nas wszystkich. Niedoskonałych. Bo rzeczy mogły potoczyć się inaczej i każdy z nas mógłby dzisiaj być w zupełnie innym miejscu. Nadal może. Zwłaszcza teraz, w czasie pandemii, widać wyraźnie, że na wiele z tego, co nas spotyka, nie mamy żadnego wpływu. Dzisiaj robię zakupy w Biedronce, jutro mogę stanąć pod.
Usuń