Strzały w dziesiątkę


Kiedy zaczęłam wcześnie dojrzewać, dostawać bioder i cycków szybciej niż rówieśniczki, jedna z ciotek publicznie ochrzciła mnie „kawałem baby”. Kilka lat później mój chłopak, podczas piątkowego zlotu grupy rówieśniczej na niewielkim kwadracie, objął mnie w pasie i krzywiąc się z niesmakiem, zawył: „Łeee, jakie sadło!”. A o trzy lata starszy brat zabierał moje ciało na balety tylko wtedy, gdy mieściło się w rozmiarze 34 i lecieli na nie jego koledzy. Jeśli się nie mieściło, zapominał o własnej siostry istnieniu.

Podobnych sytuacji było więcej, ale te trzy dobrze obrazują psychologiczne podłoże zaburzeń odżywiania. Jeśli najbliższe otoczenie, rodzice bądź rówieśnicy uderzą w obraz naszego „ja” w latach szczenięcych i trafią na podatny, hipersensytywny grunt, wówczas istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że własne „ja” znienawidzimy.



Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mój ból jest większy niż Twój

Zrobię sobie dobrze

Zabawy na sianie, część I