Igły


Pojawiła się w moim życiu, kiedy miałam czternaście lat. Jej smutek z jakiegoś powodu był mi potrzebny. Nie miałam pojęcia, z jakiego. Dzisiaj wiem, że sprowadzała na ziemię. Z irracjonalnej furii, z nadmiernego pobudzenia albo z apatii, którą od śmierci dzielił już tylko krok. Zmuszała, abym poczuła, zabolała, wypłakała. I robiłam to. Aż nauczyłam się wypierać.

Wypieranie jest łatwiejsze, nie boli. Zabielanie, zapijanie, zajadanie również. Ja miałam tyle bólu do przerabiania na co dzień, że jakikolwiek sposób na natychmiastową ulgę z czasem zaczął być o wiele bardziej kuszący niż głęboki kontakt z własnym cierpieniem. Zapomniałam o Edycie i zapomniałam, jak się płacze. Do momentu, w którym wszystko, co wyparte, zaczęło we mnie gnić.

W 2016 znów usłyszałam jej głos. Siedziałam w poczekalni gabinetu akupunktury, a ona usiadła obok. Wycięło mnie, jak zawsze w sytuacjach trudnych. Moje oczy nie spojrzały nawet w tamtą w stronę.

Kiedy leżałam już nakłuta za jednym z parawanów, ktoś nakłuwany po sąsiedzku poruszył się gwałtownie, trafiając w jedną z igieł umiejscowionych na mojej dłoni. Syknęłam z bólu i byłam nawet gotowa zawarczeć, gdy zza zasłony dzielącej mnie od sprawcy znów dobiegł jej głos. „A trafiaj sobie!” – pomyślałam. – „Tobie wszystko wolno”.

Przez dwadzieścia minut, które przeleżałyśmy ramię w ramię, nie udało mi się wymyślić dla niej żadnych słów. Dzisiaj wiem, że po prostu nie miałam wtedy nic do powiedzenia. Dopiero teraz, kiedy znów pozwalam sobie na smutek i kiedy znów potrafię ryczeć, mogę jej powiedzieć, że „żyję na ostrzu, na krawędzi”*. Że „czasem płaczę”*.

* fragment „Na krawędzi” Edyty Bartosiewicz

* j.w.



Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mój ból jest większy niż Twój

Zrobię sobie dobrze

Zabawy na sianie, część I