Chemia
Między mną a moją terapeutką nie było żadnej chemii. Mało tego, wkurzała mnie. Wydawała mi się nudna, mało energiczna, chwilami przypominała moją matkę, a to już największy grzech.
Kończyłam kolejne sesje z poczuciem straconego czasu. Ale uparłam się, że nie pójdę szukać innej. Że nie będę wybrzydzać i szukać wymówek. Że wycisnę w tym gabinecie, ile się da, z siebie i z niej. I nawet nie wiem, w którym momencie zaczęłam zdrowieć.
Nauczyłam się brać od osoby, po której nie spodziewałam się niczego. Nauczyłam się serdeczności wobec osoby, z którą nic mnie nie łączy. Nauczyłam się przychodzić z miłością do osoby, na którą często bywam wściekła. I to wszystko w ramach NFZ-tu. Bez jaj.
Jestem borderline. I już nie wstydzę się mówić o tym głośno.

Komentarze
Prześlij komentarz